Malezja Wyspa Penang – Perłą Orientu

Położona w pobliżu zachodniego wybrzeża Półwyspu Malajskiego wyspa Penang z pewnością nie jest destynacją dla tych, którym marzą się rajskie plaże. Nie jest to jedno z tych miejsc, które urzeka malowniczym krajobrazem… a jednak, o dziwnej tej enklawie tak łatwo nie da się zapomnieć.

W sercu Babilonu

Penang już od pierwszych chwil ostentacyjnie zdaje się demonstrować prawdziwe swe oblicze. Wieżowce i raczej betonowe niż zielone otchłanie – to właśnie pejzaż, który wita przybysza.

Wyspa nie bez przyczyny niemal utożsamiana bywa z ulokowanym na niej Georgetown. Są tu co prawda jakieś plaże czy resztki tropikalnych lasów, ale Penang to niekwestionowanie klimat owego wzniesionego przez Brytyjczyków miasta. To tu właśnie pośród ulicznego gwaru i galimatiasu odnaleźć można sporą kolekcję imponujących, kolonialnych budowli, nieopodal zaś kuszące niezwykłymi aromatami hinduskie knajpki czy wąskie, urokliwe uliczki chińskiej dzielnicy.

Zakamarki Georgetown/ fot. https://www.flickr.com/photos/jorgecancela/8066944366

Malezja Wyspa Penang – zakamarki Georgetown/ fot. https://www.flickr.com/photos/jorgecancela/8066944366

Wyspa, w porze monsunowej udzielająca niegdyś schronienia indyjskim, chińskim, europejskich i arabskim statkom handlowym, po dziś dzień pozostaje nad wyraz kosmopolityczną przestrzenią. To rzec by można Azja w pigułce, gdzie Chińczycy i Hindusi współegzystują od wieków tworząc barwną, etniczną mozaikę. I na tym jednak nie koniec! Można tu zwiedzić fort rodem z Europy, pośród gmachów hinduistycznych i buddyjskich świątyń posłuchać muzułmańskich, modlitewnych nawoływań i zjeść, co tylko dusza zapragnie! Penang to prawdziwy, multikulturowy zawrót głowy!

Tajemnicza Malezja. Wyspa Penang pod mikroskopem

Tradycyjne ślubne stroje Peranakan – zamieszkujących Penang chińskich imigrantów/ fot. https://www.pinterest.com/pin/415246028118724397/

Tradycyjne ślubne stroje Peranakan – zamieszkujących Penang chińskich imigrantów/ fot. https://www.pinterest.com/pin/415246028118724397/

Chcąc nieco skrupulatniej wniknąć w ów niezwykły, wielokulturowy klimat malezyjskiej wyspy, warto podczas jednej z miejskich przechadzek poświęcić choć chwilę na wizytę w stanowym muzeum. Miejscowa kolekcja to prawdziwie intrygująca podróż w głąb historii Georgetown i zamieszkującej je społeczności. Niczym w zatrzymanej stop-klatce, z bliska przyjrzeć można się tu niesamowitej różnorodności tętniącego tuż za oknem życia. Część etnograficzna to pokaźna opowieść o codziennej egzystencji poszczególnych grup tutejszych osadników. Nie zabraknie tu zatem zestawu tradycyjnych strojów, czy przybliżenia weselnych oraz pogrzebowych rytów. Zagościć będzie można w domowych wnętrzach, poznać religijne obyczaje, a nawet rozszyfrować zasady dziecięcych gier i szarad.

Etniczna różnorodność wyspy, choć fascynuje i nadaje tutejszej rzeczywistości niepowtarzalny koloryt, na pierwszy rzut oka okazać może się żywiołem trudnym do okiełznania. Muzealna lekcja to zatem idealna szansa na poskromienie pozornego chaosu – bezcenna przepustka do zrozumienia niuansów lokalnych realiów.

W świecie ulicznych murali

Zabytki, odzwierciedlające burzliwość minionych dziejów, to nie jedyny skarb, który skrywa w sobie Malezja. Wyspa Penang, poza pokaźnym zasobem kolonialnej architektury i malowniczymi fasadami dawnych, chińskich sklepików, pochwalić może się i nieco bardziej współczesnymi perełkami, ukrytymi w zakamarkach miejskiej przestrzeni.

Uliczne murale Ernesta Zacharevica/ fot. https://pl.pinterest.com/pin/495114552756674392/

Uliczne murale Ernesta Zacharevica/ fot. https://pl.pinterest.com/pin/495114552756674392/

W 2012 roku ulice śródmieścia Georgetown oddane zostały we władanie młodego, litewskiego artysty Ernesta Zacharevica. Efekt? Opatrzone, a może raczej dotychczas niezauważanie, zaułki miasta w zupełnie nowe odsłonie! Tutejsze murale – intrygujące graffiti, nierzadko doprawione szczyptą humoru i ciekawie wykorzystujące „eksponaty” miejskiego życia – szybko stały się rozpoznawalną wizytówką wyspy. Ci, którzy nad przypadkowością stawiają zorganizowanie na poszukiwania powinni udać się w stronę Weld Quay, Armenian Street, Ah Quee Street, Lebuh Leith czy Muntrii Street. Innym pozostaje mieć oczy szeroko otwarte, a uważność na pewno zostanie nagrodzona.

Festiwal głodnych duchów

Sierpień, z racji pory monsunowej, nie jest najbardziej dogodnym terminem na wizytę na zachodnim, malezyjskim wybrzeżu. Niemniej jednak ci, którzy zamierzają odwiedzić wyspę w tym właśnie czasie, liczyć mogą na pokaźną pulę dodatkowych atrakcji. Siódmy miesiąc chińskiego, lunarnego kalendarza – przypadający zazwyczaj na przełom sierpnia i września – w myśl wciąż żywej tradycji jest czasem, w którym z piekielnych otchłani powracają na ziemię duchy. Wówczas to nie tylko chińskie świątynie przeżywają czas szczególnego oblężenia, również uliczne życie ulega swoistej intensyfikacji. Rozdrażnionych przodków udobruchać mają liczne muzyczne występy i pozostawiane przed wejściami domów fury smakowitego jedzenia. Zjawiskowo wyglądają też olbrzymie płonące stosy, na których to składane są wykonane z papieru chałupy, samochody czy telewizory – wszystko to, co zmarłym zapewnić ma należyty komfort w zaświatach.

Gigantyczne ogniska to nieodzowny element festiwalu głodnych duchów/ fot. https://www.pinterest.com/pin/384213411936398469/

Gigantyczne ogniska to nieodzowny element festiwalu głodnych duchów/ fot. https://www.pinterest.com/pin/384213411936398469/

Biorąc udział w uroczystościach, warto mieć na uwadze parę lokalnych reguł, w tym między innymi tę, by podczas ulicznych przedstawień nie przeciskać się przez tłum do pozornie wolnego, pierwszego rzędu. To miejsce zarezerwowane dla przybyszów nie z tego świata!

Dodatkowo, w 2015 roku od 1 do 31 sierpnia na wyspie odbywa się George Town Festival, wydarzenie rokrocznie mogące poszczycić się całą pulą znamiennych wydarzeń artystycznych. Nie zabraknie tu sztuki zarówno tradycyjnej, jak i współczesnej, działań eksperymentalnych, dobrego kina, rozmaitych warsztatów, zagranicznych gości i intrygujących inicjatyw lokalnej społeczności.

Niebo w gębie – niekwestionowany przysmak chińskich imigrantów

Kuchnia południowo-wschodniej Azji bez rosołu z makaronem po prostu nie istnieje! Przemierzając Indochiny szybko odkryć można, że niezliczone warianty tej, zdawać by się mogło prostej potrawy, staną się najbardziej oddanym towarzyszem podróży. Bez problemu pokusić można by się o stworzenie rankingu owego bulionowego przysmaku. I choć pewne typy okazać mogłyby się dyskusyjne, pierwsze miejsce bezapelacyjnie zdobywa Malezja – Wyspa Penang dokładnie!

Assam laksa – popisowe danie wyspy!/ fot. https://www.pinterest.com/pin/236016836692450986/

Assam laksa – popisowe danie wyspy!/ fot. https://www.pinterest.com/pin/236016836692450986/

To tu w wyniku fuzji kuchni chińskiej i malezyjskiej spod rąk Peranakan – przybyłych przed wiekami chińskich imigrantów – powstał jeden ze słynniejszych, malezyjskich przysmaków. Assam laksa, bo o niej mowa, to pikantno-kwaśny wywar sporządzany na bazie makreli z dodatkiem tamaryndowca, trawy cytrynowej, chili, mięty oraz ananasa. Smak i zapach niezapomniany! Nic dziwnego, że specjałowi temu w stworzonym przez CNN zestawieniu 50. najlepszych potraw świata przypadło w udziale chwalebne, siódme miejsce. Bezapelacyjnie warto spróbować!

Nikt jeszcze nie skomentował.

Dodaj komentarz