Tanie linie przenoszą się na główne lotniska.

Jeszcze nie tak dawno gros z nas wolało przepłacić i wybrać linie regularne, byle by wylądować w samym sercu miasta docelowego i nie tracić czasu na pokonywaniu kilkudziesięciu kilometrów między lotniskiem a centrum miasta. Teraz to się zmieni. Bowiem tanie linie rozpoczęły już ekspansję na największe lotniska w Europie. Wykorzystują one desperację dużych portów i przenoszą tam swoje operacje, przez co uzyskają kolejną przewagę nad tradycyjnymi przewoźnikami. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie węgierskiej linii, ale znając życie Ryanair obierze tę samą ścieżkę.

Kilkadziesiąt kilometrów między lotniskiem, a miastem? To już przeszłość!

Wygląda na to, że pasażerowie tanich linii będą musieli się pomału przyzwyczajać do nowej, agresywnej polityki „lowcostów”. Choć to nie będzie zbyt trudne 😉 Oddalone o wiele kilometrów od dużych miast porty, odejdą w zapomnienie. Wystarczy przyjrzeć się ostatnim poczynaniom Wizz Aira, tj.:

  • uruchomienie lotów z Budapesztu do paryskiego portu Charles de Gaulle (drugie największe lotnisko w Europie),
  • od lipca uruchomi z kolei bazę na głównym mediolańskim lotnisku Malpensa, miażdżąc tym samym Alitalię,
  • pojawienie się na Zaventem, czyli głównym lotnisku w Brukseli ( wcześniej latał na typowo „lowcostowe” lotnisko Charleroi),
  • ogłosił otwarcie bazy operacyjnej w Tiranie, co jest o tyle szokujące, że przez lata lotnisko w stolicy Albanii uchodziło za… najdroższe w Europie,
  • linia zamierza też kupić sloty na lotniskach we Frankfurcie i Monachium, których pozbywa się Lufthansa,
  • węgierska linia poluje też na sloty na lotnisku Gatwick.

Zmiana strategii wśród tanich przewoźników.

Przykłady można by mnożyć. Na naszych oczach dokonuje się chyba największa zmiana w strategii działania tanich linii! Opuszczają one znienawidzone przez wielu ciasne i odległe lotniska, by wkroczyć z impetem na największe lotniska Europy. Teraz jest ku temu okazja. W czasach epidemii, nastąpił nie lada przełom w lotnictwie. Znaczna część przewoźników wstrzymała swoje operacje i nie wiadomo, kiedy wrócą do obsługiwania choć przybliżonej liczby tras, jak przed pandemią. Lotniska zostały przyparte do muru i głowią się  by przyciągnąć do siebie jakikolwiek ruch, w tym tanich przewoźników, na których do tej pory wiele portów patrzyło nieprzychylnie. A tani przewoźnicy to wykorzystują z premedytacją.

Takie działania tanich linii skutecznie wypierają z tamtejszych portów przewoźników regularnych.  Do tej pory lotniska tanich linii były znacznie gorzej zlokalizowane od tych, z których latali tradycyjni przewoźnicy – teraz sytuacja zapewne się wyrówna. Kluczową zaletą takiej „przeprowadzki” jest dotarcie do nowej grupy pasażerów, mniej wrażliwej cenowo, która bardziej ceni sobie komfort podróży. Innymi słowy: chodzi o możliwość potencjalnego zaoferowania droższych biletów i większego zarobku. Możemy być pewni, że Ryanair nie pozostanie w tyle i wdroży podobną politykę.

Dodaj komentarz